• Wpisów:5
  • Średnio co: 272 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 20:27
  • Licznik odwiedzin:2 236 / 1638 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Katarzyna była małą, szczęśliwą dziewczynką. Kiedy wraz z rodzicami wprowadzili się do nowego domu poczuła, że jej w jej życiu pojawią się nowe przygody. Rozpakowywując rzeczy z pudeł w swoim pokoju znała w szufladzie dziwną książkę. Była cała czarna i nie miała tytułu. Usiadła na łózku i otworzyła książke. Było w niej dużo czarnych obrazków. Nie była ona gruba,a każda strona opowiadała o jednej historii. Tego samego wieczoru rozpoczęła czytanie.
"Była sobie dziewczynka imieniem Sue, która na swoje 8 urodziny dostała malutką laleczke od babci. Natomiast jej siostra dostała prześliczną sukieneczke, która bardzo spodobała się Sue. Zaproponowała ona siostrze, że da jej lalke w zamian za sukienke. Ale jej siostra ją wyśmiała. Mijał czas i przybywali goście. Mama chcąc pokazać dziewczynki ubrała je w najlepsze ubranka. Ale wszyscy zwaracali uwagę tylko na siostre Sue. Chwalili ją i obsypywali komplementami. Zazdrosna dziewczynka za każdym razem słysząc jak wszyscy wychwalają jej siostre uciekała do pokoju i wtulała się w laleczkę pd babci. Miala ona szmaciane ubranka i wełniane żółte włosy. Pewnego razu wypłakując oczy w ramie swojej najlepszej przyjaciółki usłyszała głos... Zahipnotyzowana tym co usłyszała tej samej nocy pocięła siostrze sukienkę i porozrzucała ją po całym pokoju. Następnego ranka mama bardzo krzyczała na małą Sue, ale ona nie wiedziała o co chodzi. Zapłakana przez słowa jakie usłyszała od matki uciekła do swojego pokoju. Jej siostra na pocieszenie dostała nową, jeszcze piękniejszą sukieneczke od poprzedniej. I sytuacja się powtarza. Przychodzą goście i siostra Sue jest w centrum uwagi. Dziewczynka załamana zaczęła skarżyć się swojej laleczce... i znowu usłyszała głos. tej zimnej, deszczowej nocy z zazdrości zabiła ona swoją jedyną siostre. Rozcięła jej brzuch kuchennym nożem".
Przerażona bajką Katarzyna rzuciła książke i uciekła w ramiona mamy. Opowiedziała wszystko zaspanej mamie, która od razu poszła do pokoju dziewczynki, zabrała książkę i wrzuciła ją do kominka. Tak oto spłonęła jedyna pamiątkowa legenda tego domu.
Życie płynęło dalej i wakacje dobiegały końca. W tym roku Katarzyna szła do czwartej klasy. Wszyscy zapomnieli o incydencie z dziwną książką, lecz od czasu do czasu stara legenda dawała o sobie znać w snach dziewczynki. Katarzyna poznała nowe koleżanki i spędzała z nimi dużo czasu. Pewnej nocy Katarzyne obudziły dziwne szepty które słyszała z dochodzącej starej wentylacji. Wstała i przysunęła ucho do wentylatora, lecz nie mogła nic zrozumieć. Wyciągnęła kratkę i zajrzała do środka. Znalazła tam starą zakurzoną lalkę. Usiadla na ziemi i strzepnęła kurz. Przyjrzała jej sie, po czym stwierdziła, ze wrzuci ją do pralki.
Kilka dni później odwiedziła ją przyjaciółka. Katarzyna pokazała jej znalezioną lalke. Jej przyjaciółka wyśmiała ją i powiedziała, że jest ochydna i że powinna ją wyrzucić. Bardzo sie pokłóciły tego dnia. Katarzyna poczuła się urażona jej uwagą. Mama Katarzyny próbowała je pogodzić i dała im po ciasteczkach. Jej przyjaciólka dostała większy kawałek i obrażona Katarzyna poszła do swojego pokoju. Kiedy pierwsza łza spadła na laleczke ona nagle przemówiła.
Kiedy następnego dnia przyszla jej koleżanka Katarzyna zaproponowała grę w chowanego. Jej przyjaciółka była najlepsza w grę chowanego i zgodziła się od razu. Kiedy się skryła, Katarzyna policzyła do dziesięciu i wzięła w ramiona laleczke. Wyszeptała ona do ucha Katarzynie "jest w szafie''. Wtedy Katarzyna przesunęła swoje łóżko tak, by zablokowały drzwi do szafy, po czym wyszla i poprosiła mamę by poszły do parku.
Tego samego wieczora zmartwiona mama dziewczynki poczela poszukiwania swojej corki. Katarzyna powiedziała, że jej przyjaciółka wyszla przed wyjściem do parku i że nie widziała jej od tamtej pory.
Tej samej nocy Katarzyna otwarła szafe i poduszką udusiła dziewczynke. Po czym zamknęła drzwi szafy na klucz, wyszła na dwór i wyrzuciła klucz do oczka na placu. Dziewczynkę znaleziono kilka miesięcy później, a kiedy rodzina się wyprowadziła oskarżana przez sąsiadów o zabójstwo dziewczynki w starej szufladzie pojawiła się czarna książka bez tytułu

Mam nadzieje, że opowiadanie się podobało i nie było zbyt długie czy chaotyczne.
Nelly
 

 
2 czerwca 2014 roku odbyły się moje 18-te urodziny. Z tej okazji odbyło się małe przyjęcie w ośrodku,pełno życzeń,dużo ciasta. Ponad rok temu miałam wizję że właśnie w ten dzień odbędzie się wielka impreza,gdzie będzie pełno alkoholu,narkotyków. Moi znajomi będą uprawiać potajemny seks w samochodzie lub zamkniętym pokoju. Impreza skończy się nad ranem,ponieważ wszyscy będą pijani do nieprzytomności. Byłam dumna z siebie że mam już to za sobą,a małe przyjęcie w zupełności mi wystarczało. Największą niespodziankę zrobił mi Sam,zabrał mnie do miasta na zakupy. Miło było opuścić mury ośrodka,pooddychać tym zanieczyszczonym powietrzem. Taki mały powrót do normalności. W sklepach trochę zaszalałam,przez ten czas uzbierało mi się sporo pieniędzy. Moja szafa wzbogaciła się o kilka sukienek,swetrów i śliczne czerwone czółenka. W mieście nic się nie zmieniło,te same sklepy i sprzedawczynie. Czułam się tak jakby ten rok wcale nie minął. Nawet przez chwilę miałam wątpliwości, czy to nie był sen,ale wtedy zobaczyłam Sama oglądającego męskie koszule. Stracił trochę na czujności,w końcu tyle czasu byłam czysta. Nie wiem dlaczego to zrobiłam,ale wymknęłam się ze sklepu. W kieszeni miałam jeszcze sporo pieniędzy,pobiegłam w stronę dzielnicy której lepiej unikać. Oczywiście wszyscy mnie poznali, komuś odmachałam ale biegłam prosto do domu Davida. Kiedy złapałam za klamkę,drzwi były zamknięte. Szarpałam i waliłam pięściami by ktoś otworzył. Po paru sekundach usłyszałam jakiś ruch i drzwi otworzyła mi jakaś dziewczyna,na około 16-letnia. Zmierzyła mnie wzrokiem po czym wpuściła do środka.
- David,masz gościa.
I zamknęła się w jednym z pokoi. Z naprzeciwka wyszedł David,przez ten rok postarzał się chyba o dziesięć. Rok temu był wysokim blondynem,zawsze wyprostowany i pewny siebie. Dziś miał straszne sińce pod oczami, garbił się i strasznie od niego cuchnęło. Ale nadal w jego twarzy pozostały niezmienione oczy,te niebieskie które mogą kogoś zabić patrząc. Zawsze czujne,skrywające wielki potencjał i inteligencję.
- No proszę,kogo ja tu widzę. Cass kupę czasu minęło. Wypuścili cię z tego ośrodka?
- Nie,uciekłam. Wiesz po co przyszłam,masz?
- Ohh...od razu do rzeczy przechodzimy? Wiesz że dla ciebie zawsze coś się znajdzie. Siadaj.

I wyszedł. Nawet nie zdążyłam się porządnie rozejrzeć gdy pojawił się w drzwiach. Położył na stoliku woreczek z białym proszkiem i dał mi do ręki kartę kredytową
- Kokaina?
- A cóż by innego? Amfa się skończyła.
Nie słyszałam więcej co do mnie mówił,wysypałam zawartość woreczka na stół. Patrzyłam się i ogarnęła mnie niepewność. ‘’ Cass co ty robisz?’’ pytałam samą siebie. Ale to uczucie nie pozostało we mnie długo,kartą oddzieliłam parę kresek i nim się zastanowiłam co robię wciągałam 2 kreskę. Poczułam przypływ energii,nagle wypłynęło ze mnie tyle emocji,które ukrywałam tyle czasu. Kogo ja chciałam oszukać? Byłam ćpunką i na zawsze pozostanę. Działałam impulsywnie,zarzuciłam ręce Davidowi na szyję. Śmiałam się,mówiłam jakieś brednie.
- Brakowało mi tego David,tak cholernie mi tego brakowało. Teraz czuję że żyję.
- Wszyscy tęskniliśmy za tobą,teraz już coraz mniej dobrych ludzi którym można by zaufać. Wiedziałem że wrócisz Cass,nie wierzyłem że będziesz potrafiła z tego zrezygnować. Dzięki temu,można ulepszyć swoje życie. Czy to coś złego,że ktoś chce poczuć się lepiej?
-Dokładnie. Alkohol również uzależnia,ludzie są po nim agresywni. I co? Nadal legalny. Zabawmy się Davidzie,jak dawniej.

Wybuchnęliśmy śmiechem. Jego usta wędrowały po mojej szyi. Puściliśmy najgłośniej jak tylko się dało muzykę i zaczęliśmy tańczyć. Tutaj nie musiałam się ukrywać. Mogłam być kim tylko zechciałam. Już nie musiałam udawać grzecznej dziewczynki.
Obudziłam się na dworze zwinięta w kłębek. David leżał odwrócony plecami do mnie i głośno chrapał. Cały on. Powoli wstałam i czułam jak kręci mi się w głowie. Wbiegłam do domu,łapczywie piłam wodę z kranu jak by była jakimś magicznym lekarstwem. Spojrzałam w lustro i zobaczyłam że jestem cała ubłocona,moje ubrania cuchnęły potem. Obudziłam Davida i na szybko wskoczyłam pod prysznic. Ubrałam się w nowe ciuchy, które kupiłam wczoraj. Zostawiłam pieniądze za kokainę na stole,pożegnałam się i wyszłam. Co ja teraz zrobię? Pewnie w ośrodku wszyscy się martwią, a gdy się dowiedzą że brałam znienawidzą mnie. Od tych zmartwień skurczył mi się żołądek,czułam że muszę zwymiotować. Na szczęście przy drodze było pełno krzaków w których mogłam się schować. Gdy już skończyłam,ktoś złapał mnie za ramię. Po odwróceniu się zobaczyłam Sama,jego twarz pokazywała że jest mną zażenowany.
- Zaszalałaś ostatniej nocy? Nie wstyd ci Cass? Już tyle czasu było dobrze,myślałem że jesteś od tego lepsza.
-Nie pouczaj mnie Sam,byłeś kiedyś od czegoś uzależniony? Wiesz jakie to uczucie? Pewnie nie,naczytałeś się pełno książek psychologicznych i uważasz się za eksperta,nie mów mi co mam robić! Nie mów! Słyszysz?! Nie mów!

Wybuchnęłam płaczem jak dziecko,na które ktoś nakrzyczy. Nienawidziłam go za to że miał rację. Przecież było dobrze, a ja się poddałam. Wtuliłam się w niego,moje łzy płynęły strumieniami.
- Pomóż mi Sam,pomóż mi. Nie chcę tego,ja nie wiem dlaczego....Mój boże...przepraszam Sam,przepraszam..ja...
- Ciiii. Jestem tutaj. Chodź do auta,wrócimy do ośrodka tam porozmawiamy na spokojnie. Już spokojnie mała,co się stało to się nie odstanie. Ale naprawisz to,już spokojnie. Chodź.
Musiałam zasnąć w taksówce,bo gdy się obudziłam leżałam już w swoim łóżku w ośrodku. Nadal bolała mnie głowa i strasznie chciało mi się pić. Gdy szłam do łazienki czułam na sobie wiele spojrzeń dziewczyn. Z uczuciem ulgi zamknęłam się za drzwiami, i znów rozpłakałam. Po jakimś czasie,gdy już czułam się lepiej umyłam twarz i wyszłam. Skierowałam się do stołówki,chwyciłam pierwsze lepsze jedzenie i usiadłam. Po paru chwilach słyszałam jak krzesło się odsuwa. Na przeciwko mnie siedziały Amy. Popatrzyła się na mnie groźnie,ale po chwili wybuchła śmiechem.
-No no,nasza bohaterka. Słuchaj Cass wiesz że jestem twoją przyjaciółką i chce ci pomóc. Nikt cię tutaj nie potępi,wszystkie wiemy jak to jest. Gdybym miała szansę uciec i się naćpać,pewnie bym to zrobiła. Ale gdy teraz na ciebie patrzę,to wiem że lepiej mi bez tego.
- Dzięki Amy,cieszę się że jestem przykładem jak stoczyć się na dno.
Miałam już wstać gdy mnie zatrzymała.
- Słuchaj,to nie tak. Po prostu wyglądasz jak siedem nieszczęść,ja sama tak wyglądałam. Jak cień człowieka. I po prostu gdy cię widzę to wiem,że narkotyki to nic dobrego. Może dają chwilowe szczęście ale później człowiek czuje się jak nic niewarty śmieć.
-Wiem o tym,może tylko musiałam sobie przypomnieć jak to jest? Już nigdy więcej,obiecuję.
Kiwnęła tylko głową i odeszła. A ja marzyłam tylko o tym aby porządnie się wyspać. Mimo tego wszystkiego cieszyłam się że odwiedziłam Davida. Był moim przyjacielem od dzieciństwa,ale potem jego rodzice zginęli w wypadku i zaczął handlować. Na początku był zwykłym amatorem,a teraz w mieście wszyscy od niego kupowali. Miał w końcu tyle pieniędzy,nie rozumiałam dlaczego mieszkał w tej dziurze. Mógł sobie kupić w końcu willę i żyć jak król. Żałowałam, że nie mógł mnie odwiedzać,ale bał się że i jego mogą zgarnąć. Ale wiedziałam że jeszcze na pewno się spotkamy.
Gdy już miałam wracać do pokoju nagle stanął przede mną Sam.
- Chodź Cassie,musimy porozmawiać.


KONIEC CZĘŚCI 2. Mam nadzieję że się wam podoba (:

Invisiblle
  • awatar Opowiadanie o nastolatce: @Bądź terrorystą. ♣: @Bądź terrorystą. ♣: ;) zapraszam do mnie ;D skomentujesz? ;D ;** a ten blog wymiata ;DD
  • awatar Wonderland†: Bardzo mi sie podoba :) fajny blog :P
  • awatar Bądź terrorystą. ♣: Czytałam też poprzednią cześć, ale komentuję dopiero teraz, by popatrzeć na to jako całość. Z góry uprzedzam, byś za bardzo nie brała mojej krytyki do siebie, bo ma być ona konstruktywna. :3 Sama prowadzę bloga z opowiadaniami, więc wiem, jak szybko można się zniechęcić. Ale do rzeczy. Podoba mi się Twój styl, piszesz naprawdę ciekawie i widać, że masz całkiem bogaty zasób słownictwa. Musisz jednak nieco popracować nad błędami interpunkcyjnymi, bo co i rusz w oczy rzucał mi się jakiś przecinek. Opowiadanie jest zadziwiająco prawdziwe i życiowe, toteż przekonałaś mnie nim do siebie. Na pewno jeszcze wpadnę. Pozdrawiam i życzę weny. :3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Rozdział II
W poniedziałek Savi zaraz po usłyszeniu budzika zerwała się na nogi. Założyła starannie uszykowany dzień wcześniej strój i poszła na śniadanie. Wyciągnęła miseczkę z górnej szuflady, nalała zimne mleko z lodówki i nasypała kukurydzianych płatków. Kiedy usiadła wymachując łyżką w kuchni zjawiła się Klara. Napiła się zimnego soku pomarańczowego i poszła do łazienki się uszykować. Po kilku minutach dołączyła do niej Savi. Uczesała włosy, umyła twarz i zęby i wyszła. Klarze zajęło to o wiele więcej, gdyż traciła czas na malowanie się. Savi nie tolerowała makijażu. Uważała, że przyda jej się na starość, a teraz nie ma, co tuszować. Sofie nim wyszła do pracy podrzuciła swoim srebrnym sportowym BMW dziewczynki do szkoły.
Tłumy dzieci schodziły się z różnych stron do wejścia budynku. Wszyscy odświętnie ubrani w białe koszule. Savi poszła w kierunku Sali gimnastycznej, by po chwili dołączyć do Diany. Klara natomiast dołączyła do swoich znajomych w holu.
O godzinie dziesiątej wszyscy już byli na Sali sportowej i uroczystość rozpoczęła się wnoszeniem sztandaru. Następnie śpiewanie hymnu i krótki spektakl witający wakacje.
-Nie mam pojęcia, po co te przedstawienia. Przecież to strata czasu – mruknęła Diana – Nawet nie słychać, co mówią.
-Nie marudź. Jeszcze trochę, oddadzą świadectwa i spadamy stąd.- Odparła próbująca coś dosłyszeć Savi. Po chwili rozpoczęły się pokazy utalentowanych muzycznie i tanecznie uczniów.
- Nawet nie widzę, kto tańczy, żebym się mogła pośmiać. – Powiedziała Diana. – Chodź znajdziemy sobie lepsze miejsce.
-No dobra. Jak tam chcesz. – Odpowiedziała znudzona Savi i zaczęła się rozglądać w poszukiwaniu miejsca. Z tyłu tłum młodszych dzieci podpierał ścianę. Po drugiej stronie Sali, trochę z przodu dojrzała trzy wolne miejsca. Złapała Dianę za rękę i powiedziała:
- Widzę wolne miejsca. Tam –pokazała palcem przyjaciółce.
-Dobra to idziemy. Będziemy bliżej wyjścia i sceny.- Odpowiedziała.
Zaczęły się przedzierać przez tłum.
-Przepraszam, przepraszam mogę przejść? – Za nią szła Diana. Sav torowała jej drogę. Kiedy już były prawie u celu, ktoś złapał ją za ramię. Przekonana, że to Diana zignorowała to i poszła w stronę krzeseł.
-Siadasz pierwsza czy ja mam usiąść?- Odwróciła się i zamiast Diany ujrzała Dawida. Przerażona odskoczyła i upadła na krzesełko.
-Ał. – Złapała się za kostkę, którą zdarła w sobotę – przestraszyłeś mnie.
-Przepraszam, nie chciałem. Coś sobie zrobiłaś? – Zapytał.
-Chyba nie. – Odpowiedziała – Następnym razem mnie uprzedź, że stoisz za mną.
-Dobra. Mogę się przysiąść? – Savi wstała i spojrzała na Dianę, która stała za Dawidem z otwartymi ustami. Pytająco spojrzała na nią, a ona kiwnęła kilkakrotnie głową.
-Jasne. Siadaj pierwszy. – Powiedziała Sav i ustąpiła mu miejsca. Przechodząc otarli się rękoma. Usiadła obok niego. Miejsce na końcu zajęła Diana.
-Skąd znasz to ciacho?- Szepnęła mi do ucha.
-Ciacho? Czy ja wiem?- Savi spojrzała ostrożnie z boku na chłopaka. Wysoki brunet o piwnych oczach, z gromadą piegów na nosie i delikatnymi rysami spoglądał przed siebie. Kiedy siedział był o czoło wyższy od Savi. Spojrzał na nią i uniósł brwi.
-No, co?- Uśmiechnął się delikatnie.
-Co ty tu robisz? – Zapytała.
-Przyszedłem po świadectwo, co innego mógłbym tu robić? – Uśmiechnął się szerzej pokazując białe zęby.
-Nie o to pytam.
-Wiem, zauważyłem cię i przyszedłem się przywitać.
-Jesteś w ostatniej klasie?
-Jasne.- Patrzyli sobie przez chwile w oczy, po czym on odwrócił wzrok.
-Gdzie twoi znajomi?
-Nie wiem, gdzie jest Sara.
-Hm. Okay. – Odparła i spojrzała przed siebie.
-No odpowiesz mi w końcu? – Denerwowała się Diana.
-Później ci opowiem. – Odpowiedziała spokojnie.
Po zakończeniu pokazów odniesiono sztandar i zaśpiewano hymn. Tłumy ludzi podążyło w kierunku wyjścia, by po chwili każdy poszedł do swojej klasy. To już ostatni rok w tej szkole dla Savi. Musiała pożegnać się z murami tej szkoły. Po krótkiej chwili, kiedy wstała i wraz ze znajomymi udała się w kierunku drzwi dołączyła do nas Sara.
-Hej, no tu jesteś. A ja cię szukam- powiedziała do Dawida.
-Sorki. Byłem z Savi. –Odparł.
-Hej. To jest Diana nie przedstawiłam was. – Mruknęła Savi. Sara z Dianą podały sobie ręce.
-Idziemy dzisiaj po zakończeniu do knajpki na pizze. Idziecie z nami? – Zapytała, Sara.
-Diana, co ty na to? – Spojrzała na nią Sav.
-No jasne, że idziemy. – Odpowiedziała.
- Świetnie. To do zobaczenia przed szkołą.- Powiedział Dawid i wyszedł z Sali gimnastycznej.
Kiedy wszyscy znaleźli się w holu Savi zapytała Dianę przekrzykując tłum:
-Na pewno chcesz iść?
-Czemu by nie. Może ma jakiegoś przystojnego kolegę. – uśmiechnęła się figlarnie.
-Okay. Chodźmy na razie do klasy. Pożegnamy się ze wszystkimi. Pewnie już ich więcej nie spotkamy.
-No coś ty. Nadal mieszkamy w tym samym mieście. Będziemy się widywać częściej niż myślisz.
-No dobra trochę przesadzam. Ale i tak będę za nimi tęsknić. Nasza klasa była zgraną ekipą. Potrafiliśmy zwiać ze szkoły, tak żeby nikt się nie dowiedział. Inne klasy tak nie współgrały.
-Za kilka miesięcy poznasz nową klasę i okaże się na pewno fajniejsza od tej. Szkoda, że nie będziemy chodziły do tej samej szkoły.
-Noo. Jednak za tobą będę tęskniła najbardziej. – Spojrzała na najlepszą przyjaciółkę od pierwszej gimnazjum i uścisnęła ją mocno. Po czym weszły do pierwszej klasy na drugim piętrze budynku. Połowę ławek była już zajęta, niektórzy siedzieli na ławkach, inni na krzesełkach a niektóry dopiero przekraczali próg Sali. Usiadły z Dianą w czwartej ławce pod oknem i wpatrywały się w nauczycielkę która rozmawiała z jedną z uczennic. Wysoka, elegancko ubrana w czarną obcisłą do kolan spódniczkę pani Klark wyglądała naprawdę młodo. Miała dopiero ponad trzydzieści lat. Delikatny makijaż zakrywał zmarszczki ledwo widoczne pod oczami i na czole. Czarne włosy związane były starannie w kok.
Kiedy wszyscy już zajęli miejsca nauczycielka przemówiła:
-Jestem z was dumna, ze wszyscy ukończyli liceum bez powtarzania klasy. – niektóre osoby obecna w Sali się cicho zaśmiały. –Dzisiaj widzimy się po raz ostatni. Za chwilę chciałabym wam wręczyć świadectwa. – po czym wzięła do ręki plik kartek i zaczęła wyczytywać imiona i nazwiska uczniów.
Dwunasta w kolejce była Savi. Wyszła na środek Sali, przyjęła świadectwo, serdecznie uścisnęła nauczycielkę i wróciła do ławki.
-No i jaką masz w końcu średnią? – pytała zaciekawiona Diana.
-Poczekaj… gdzie to… A jest. 5.0 – odparła. –Wiesz jak to jest, na koniec zawsze wyciągają ci stopnie.
-Ta… to ciekawe ile mi wyciągnęli. Może akurat załapę się na pasek.
Po chwili również została wywołana Diana. Zrobiła to samo co przyjaciółka i nim doszła do ławki wytrzeszczyła oczy ze zdumienia.
-Co? Ile masz? – zapytała Savi.
-4.89 nie do wiary. Mama się ucieszy. Zresztą to moja pierwsza średnia z paskiem jaką kiedykolwiek miałam. – usiadła nie patrząc na stołek.
-W podstawówce nigdy nie miałaś paska?
-No coś ty. W życiu. Teraz chyba tylko dzięki tobie mam taką średnią.
-Bo się dałaś namówić na korki – uśmiechnęła się Savi. – Chociaż byłaś zbyt uparta i dumna, żeby ktoś ci pomagał.
-No cóż, taka moja natura – Westchnęła i odłożyła świadectwo na ławkę.
W tym momencie wychowawczyni skończyła wyczytywać nazwiska.
- To już wszyscy. Liczę na to, ze będziecie za mną tęsknić i nie byłam aż taką złą nauczycielką.
W klasie rozległy się okrzyki sprzeciwu.
-No dobra. Nie będę wam już truć. Pewnie się nie możecie doczekać, aż stąd wyjdziecie. Życzę udanych wakacji.
Wszyscy wstali. Niektórzy udali się po raz ostatni uścisnąć nauczycielkę, a inni od razu wybiegali z Sali, by móc wyjść na słoneczne podwórze. Savi z Dianą wyszły na plac szkolny, lecz tam nie było jeszcze ani Dawida ani Sary. Usiadły na murku w blasku słońca i podwinęły długie rękawy koszul. Diana znowu zaczęła przeglądać oceny.
-Babka od matmy dała mi czwórkę, czaisz? Ja i czwórka z matmy – zaśmiała się.
-Też mam czwórkę. I jeszcze z chemii. Za to mam dwie szóstki.
-No dobra, dobra. Już się tak nie chwal. – powiedziała sarkastycznie Diana
-Ja? Że niby się chwale? Pff. – wypuściła powietrze rozweselona Savi.
Siedziały tak jeszcze przez jakiś czas. Znowu minęła ich grupka uczniów wybiegających ze szkoły.
-Jak za chwile nie wyjdą to idziemy na pizze bez nich. – syknęła Diana – Zaraz się tu usmażę.
-Spokojnie, za chwile przyjdą – odpowiedziała.
- Ile tu już siedzimy? Z pół godziny?- zapytała wkurzona.
-Co? Zaledwie kwadrans. Nie wyolbrzymiaj aż tak.
-No co. Czuje się jakbym tu siedziała całą wieczność.
-Poczekaj jeszcze chwile.
-Eh. – Diana usiadła po turecku i oparła ręce na kolanach. – Ale tylko chwile i potem idę.
Po pięciu minutach z budynku wyszła Klara z przyjaciółmi.
-Na kogo czekasz, siostra? – wykrzyczała zaciekawiona Klara.
-Tak sobie siedzę. – odpowiedziała.
Klara kiwnęła głową i odeszła za szkołę. Pewnie popodziwiać grających w piłkę chłopców. Zwykle biegali bez koszulek. Umięśnione klaty, opalone, połyskujące w słońcu. Ze zmęczonych, zziajanych twarzy spływa pot. Tak, to zdecydowanie miejsce dla Klary. Tam spędzała najwięcej czasu.
-Czemu nie powiedziałaś jej prawdy? – zapytała Diana
-A po co jej to wiedzieć. Nie potrzebna jej do szczęścia informacja co teraz będę robiła. – odpowiedziała Sav.
W tym momencie z budynku wyszedł Dawid, a za nim Sara. Najwidoczniej chodzili do tej samej klasy. Kiedyś Sav myślała, że Sara jest od niej starsza. Ale teraz kiedy ją poznała, nie wie co ją do tego skłoniło.
-No nareszcie – wykrzyczała Diana i razem z Sav wstały.
-Długo czekałyście? – zapytał Dawid.
-Właściwie to nie – powiedziała powoli Savi.
-Z pół godziny – powiedziała w tym samym czasie Diana, a Sara się roześmiała. Z tłumu podeszła do nich znajoma twarz.
-Hejka – powiedział Ryan. – Ryan jestem. –Wyciągnął dłoń do Diany.
-Diana. – odpowiedziała uśmiechając się ciepło, po czym nachyliła się do Savi i szepnęła – Jednak opłacało się tyle czekać. – Po czym uśmiechnęła się szerzej.
-To idziemy? – Zapytała Sara?
-Jasne - odpowiedział Ryan.
Wszyscy udali się do pobliskiej restauracji, rozmawiając. Wewnątrz wszystkie stoliki były zajęte, więc przeszli przez podłużny, ciasny korytarz i wyszli na zewnątrz. Zajęli miejsce pod ścianą w cieniu. Dziewczyny i Dawid usiadły , a Ryan dostawił wolne krzesełko z sąsiedniego stolika. Po chwili przyszła kelnerka rozdając karty.
-Dobra to co bierzemy? – zapytał Ryan
-Ja bym wzięła tradycyjną – powiedziała Sara
-Ja gyrosa –powiedziała Diana
-Mi wszystko jedno. Zjem wszystko – odparł Dawid
-Mi też. Ryan ty wybierasz – odpowiedziała Savi
-Ja? Dlaczego ja?
-No dobra to niech będzie tradycyjna- poszła na ustępstwa Diana.
-Okay, to już wiemy. A co bierzemy do picia? Może dzbanek coli? – zapytał Ryan
-Może być- odparli jednocześnie Savi i Dawid
-Jasne – powiedziała w tym samym czasie Sara.
-A nie lepiej dwa? Jeden nie będzie za mało?- Zapytała Diana.
-Jak pani sobie życzy – zażartował Ryan – a teraz kasa na ławę.
Po chwili przyszła kelnerka i przyjęła zamówienie. Wszyscy wdali się w radosną rozmowę.
-Więc wybieracie się gdzieś w wakacje? – zapytał Dawid
-Nie, wiesz? Będę siedziała całe lato w domu – odparła sarkastycznie Sara. – a tak na poważnie to może pojadę do cioci na wieś.
-I co będziesz goniła za świniami? – zaśmiał się Ryan.
-A żebyś wiedział – odparła z grymasem na twarzy Sara.
-Ale wyobraźcie to sobie. Całą utaplaną po szyje w błocie, goniącą za jakąś różową świnią. – westchnęła Diana a wszyscy wybuchli śmiechem.
-A tak serio to poznałam tam ciekawych ludzi. Nie będę się z nimi nudziła. O to się nie martwcie.
-Ty się nigdy nie nudzisz – powiedział Dawid i razem z Ryanem zaśmiali się na te słowa.
-Hahaha, bardzo śmieszne. – Powiedziała Sara.
-Ja może pojadę z rodziną gdzieś za granice. Może na Kretę albo gdzieś.- powiedziała Savi
-Uuu, to bogato. – wykrzyczał z podziwem Ryan.
-Takie tam. Będę musiała z nimi wytrzymać. – zaśmiała się Sav.
-Nie narzekaj. Lepsze to niż siedzieć całe lato w domu. – powiedziała smutno Diana.
-Ej no co ty. Jak będzie trzeba to zabiorę cię ze sobą- uśmiechnęła się Savi i poklepała przyjaciółkę po ramieniu.
-Ej to my też chcemy się z tobą zabrać- powiedział z oburzeniem Dawid.
-Dobra pokazujcie świadectwa – Powiedziała Diana zadowolona, że w końcu może się pochwalić swoimi wyciąganymi ocenami.
-No właśnie. Pokazywać co tam macie – Powiedział Ryan i wszyscy zaczęli się wymieniać świadectwami.
Po chwili przyszła kelnerka z pizzą, dzbankami coli i pięcioma szklankami. Dzień dla Savi zleciał szybko. Po zjedzeniu pizzy wszyscy udali się na plac zabaw, gdzie rozmawiali i śmiali się bez granic. Huśtali na huśtawkach, zjeżdżali ze zjeżdżalni. Dziecinne, lecz dawało frajdę. Przypominało wszystkim dzieciństwo i dawało ukojenie. Po długim popołudniu Savi wróciła do domu i zaraz w salonie zastała siostrę siedzącą z Maddie na kanapie.
-Gdzie się podziewałaś? – zapytała zaskoczona Maddie.
-A byłyśmy z Dianą na pizzy.
-Ale, że tak długo? Dziwne, że tyle wytrzymałaś bez książek, kujonie. – zaśmiała się.
-Wiesz ze nie lubię gdy tak mówisz – odparła stanowczo Sav. Ledwo weszła do domu, a już czekała na nią denerwująca siostra, ale mimo wszystko ją kochała.
-Wyluzuj. – Wstała i podeszła do szafki obok lodówki, z której wyciągła chipsy paprykowe, po czym wróciła do Maddie. Pogrążyły się na nowo w świecie plot i całkowicie przestały zwracać na nią uwagę. Sav poszła do pokoju i rzuciła się na łóżko. Za jakąś godzinę miał być zachód słońca. Przebrała się w luźne ciuchy po domu i usiadła przy laptopie.


Koniec rozdzialu II
jak macie pomysly co dalej to piszcie. to samo z zastrzeżeniami. Bede dodawała 2-3 dni.
Nelly
  • awatar t h i e r r y: mi się bardzo podoba:) mogę się przyczepić jedynie do tego, że raz czy dwa razy zmieniłaś narratora z trzecioosobowego na pierwszoosobowego:PP po trzech dobach ciągłej nauki Twoje opowiadanie jest lekarstwem dla mojej duszy:D czekam na więcej, dodawaj szybko:-)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Rozdział I
Savi. Zwykła piętnastolatka. Niska brunetka o brązowych oczach. Można by rzec przeciętna, lecz wcale tak nie było. Była niesamowicie bogata. Jej ojciec był prawnikiem, a matka chirurgiem. Jej młodsza o dwa miesiące siostra Klara była najpopularniejsza w szkole i często imprezowała, przez to późno wracała do domu i zawalała szkołę. Natomiast Savi w ogóle nie zwracała na to uwagi. Była zupełnym przeciwieństwem Klary. Wolała siedzieć i się uczyć. Niekiedy jej przyjaciółka Diana wyciągała ją na krótkie spacerki po parku, bądź zakupy, na które Savi i tak nie miała ochoty. Mimo to jednak uwielbiała Dianę.
-Łuhuuuu! – Zawrzeszczała Klara i włączyła wierze stereo na cały dom. – Za dwa dni wakacjeee!!! – Ledwo dało się ją usłyszeć przez zagłuszającą muzykę.
Ich ogromny, pomarańczowy dom, kształtem przypominał sześciokąt foremny. Na szczęście był parterowy. Ogrodzony z tyłu wysokim, ciemnym, drewnianym płotem, a z przodu miał srebrną odsuwaną na pilot bramę. Dookoła płotu rosły wysokie tuje. Za domem ciągnął się prostokątny basen o przejrzystej wodzie z trampoliną i drabinką. A na poboczu stała wielka brązowa huśtawka na cztery osoby.
Dom miał cztery pokoje – jeden należał do rodziców dziewczynek, drugi do Savi, trzeci do Klary, a w czwartym była czytelnia. Mnóstwo regałów półek z książkami, (z których Savi bardzo często korzystała), a także dwa stanowiska z komputerami. W domu znajdował się także salon połączony z kuchnią i jadalnią a pokoje dzielił tylko mały stopień. Z salonu były drzwi prowadzące na tył placu. Naprzeciwko sypialń, które znajdowały się w małym korytarzyku Były dwie oddzielne łazienki (dla gości i dla rodziny, lecz gdy dziewczynkom się spieszyło często były używane oby dwie).
- Przycisz to!- Próbowała na próżno przekrzyczeć wierze Savi. – Próbuje czytać! Słyszysz?
Lecz Klara już w stroju kąpielowym wskoczyła do basenu nie słysząc wołań siostry. Savi zamknęła książkę i poszła za dom.
-Eeeeej! Klara!- Warknęła.
Klara, która właśnie zaczęła już przepływać po raz drugi dokoła basen podpłynęła do brzegu.
-Mówiłaś coś? – Wykrzyczała.
-Masz to ściszyć!- Odparła nachylając się Savi.
-To sama ścisz. Nie widzisz, że pływam? Tylko nie za bardzo. Chce słyszeć muzykę.
- Ew- odwróciła się i szybkim krokiem poszła do pokoju siostry ściszając wierze. – Słyszysz tam? – Wykrzyczała.
-Nie! Jeszcze trochę.
-A teraz? – Odkrzyczała.
-Może być- odpowiedziała Klara
Savi ledwo się odwróciła a zadzwonił dzwonek do drzwi. Poszła, więc otworzyć. A tam, kto? Pół szkoły zleciało się na imprezę.
-Słyszeliśmy muzykę! – Nim zdążyła cokolwiek zrobić wszyscy znaleźli się w środku.
Na szczęście był to weekend- sobota ranek. Do wieczora niby daleko, ale jednak trochę przesada. Nigdy nie lubiła takich imprez. Rodziców na szczęście nie było w domu. Pojechali gdzieś podpisać papiery, czyli w interesach. A później ich mama miała nocny dyżur. Ojciec pewnie też będzie siedział do późna w biurze wypełniając dokumenty.
,,A może wybiorę się gdzieś z Dianą?’’ – Pomyślała Savi. Lecz nie miała tyle odwagi, by zostawić młodszą siostrę z tą bandą i to jeszcze u nich w domu.
,,Całe szczęście, że przynieśli ze sobą żarcie.’’ Pewnie i tak rano lodówka będzie pusta, a cały bałagan zostanie na głowie Savi. Jeśli tego nie sprzątnie i rodzice dowiedzą się o imprezie to i tak ona dostanie ochrzan, bo jest starszą siostrą. Tak, więc przed dwudziestą drugą planowała wszystkich wyrzucić z domu. Dziś już pewnie nie poczyta, więc zamknęła swój pokój na klucz i poszła na zwiad terenu. Nie lubiła, gdy ktoś obcy kręcił się po jej pokoju i oceniał jej wystrój. Nie życzyła sobie tego. Muzyka dudniła imprezowe piosenki. Część ludzi wskoczyła do basenu popływać, a reszta tańczyła na suchym lądzie. To jeszcze nie ten okres dojrzewania, kiedy wszyscy upijają się i rzygają gdzie popadnie. Ale pewnie jak on nastanie to Klara zrobi ogromną imprezę, a Savi będzie musiała to sprzątać. Na razie wszystko było w porządku, więc poszła do siebie do pokoju. Usiadła na łóżko i wzięła laptopa na kolana. Poszperała trochę w Internecie na temat różnych gatunków, robali, zastosowania kory w przyrodzie oraz innych bzdur. Niewiadomo, dlaczego ale natura i zwierzęta wolała o wiele bardziej niż nowoczesną technologie. Muzyka nie za bardzo dawała jej się skupić, lecz przyzwyczaiła się już do takich warunków. Klara praktycznie, co dwa tygodnie urządzała takie imprezy. Jak to się mówi ,, imprezowa z niej dziewczyna’’.
Godziny mijały, muzyka zleciała i zaczęły się powtarzać piosenki. Savi już miała iść na przegląd stanu domu, gdy drzwi do jej pokoju się otworzyły, a do środka niemal wleciała para obściskujących, obmacujących się osób. Chyba jej nawet nie zauważyli, bądź nie zwracali na nią uwagi, bo przywarli do ściany obok drzwi nie przestając.
-Fuj! – Powiedziała Savi – Wypad stąd! To mój pokój i jest zajęty! Poza tym, kto dał wam prawo tu wejść!? – Wykrzyczała, a para obściskujących się osób odskoczyła od siebie jak oparzeni.
Savi ryknęła śmiechem. Jeżeli nie chcieli żeby ktoś ich zobaczył to źle trafili. Jakby nie zauważyli to impreza, na której jest multum osób.
-Ale nie, serio. Mówiłam poważnie. Wypad! – Powiedziała, gdy już przestała się śmiać.
-Sory- powiedział chłopak w geście unoszą do góry dłoń. – Ale jakaś laska w niebieskim stroju kąpielowym w plamki powiedziała, że wolno.
-Czy miała na imię Klara? – Zapytała Savi unosząc brwi.
-A skąd mam wiedzieć?- Odparł.
- Nawet nie wiesz, u kogo jesteś. Dobra nieważne. – Dopiero teraz, gdy Savi podeszła rozpoznała dziewczynę, z którą przyszedł ten pacan. – Maddie? Co ty tu z nim robisz?- Wskazała gestem chłopaka.
Maddie to przyjaciółka Klary. Wszędzie razem chodzą. Podobno Maddie już zaliczyła jakiegoś chłopaka, ale Savi w to nie wierzyła.
-Sorka, Mat. Możesz wyjść? Za chwile do ciebie dołączę.- Powiedziała zdenerwowana Maddie.
- Jasne. – Powiedział i wyszedł z hukiem zatrzaskując drzwi.
-Przecież ty masz chłopaka – powiedziała z zaskoczeniem Savi – Jak możesz się całować z innym?
-Sęk w tym, że nie mam już chłopaka – powiedziała mocno zagryzając wargi – Poza tym, nie twój interes! – Warknęła i wyszła trzaskając drzwiami o wiele mocniej niż Mat.
Savi była niezwykle wrażliwa na słowa i nie lubiła, gdy się na nią krzyczało lub złościło. Niekiedy nawet zbierało jej się na płacz. Wtedy zachowywała się jak sześciolatka a nie jak nastolatka. Nim ochłonęła po ostatnich słowach Maddie pościeliła łóżko, które rozkopała siedząc i szukając jakichś fajnych informacji. Sprzątanie zawsze łagodziło jej nerwy. Wzięła klucz do pokoju i wyszła zamykając go, a klucz chowając do kieszeni. Przeszła przez krótki korytarzyk wchodząc do salonu. Spojrzała na zegarek, który wisiał wysoko na ścianie nad telewizorem. Wskazywał już szóstą. Stwierdziła, ze nie wytrzyma w tym hałasie ani minuty dłużej. Poszła do siostry, która stała przy basenie pijąc pepsi i rozmawiając z Maddie i Matem. Savi odciągnęła ją na chwile przepraszając towarzystwo.
- Za godzinę ma ich tutaj nie być. Ja idę się przejść, bo nie wytrzymam w tym tłoku. Jakbym nie wracała to zacznij już sprzątać. Ja ci potem pomogę.
- Spoko, siora. – Odparła Klara. Odwróciły się i każda poszła w swoją stronę.
Wieczór był upalny. Lato już dało o sobie znać. Ulice świeciły pustkami, mimo, że było jeszcze jasno. Raz na jakiś czas przechodził opuszczony pies, bądź przechodni śpieszący się do sklepu nim go zamkną lub na spotkanie nieopodal. W oddali drzewa szumiały kojąc spokojem. Savi szła powoli ubrana w jeansowe spodenki, skórzane buty i niebieską podkoszulkę. Włosy do ramion miała zaczesane w kłosa. Szła rozkoszując się chłodnym wietrzykiem. Gdyby tak przebyła ze dwa kilometry, dotarłaby na plaże i tam właśnie zamierzała iść. Chciała pobyć trochę sama. Zapomnieć o tym, co dzieje się w domu. Mieć święty spokój, chociaż na chwilę.
Na plaży było więcej osób niż na ulicach. Niektóre z nich znała z widzenia, ale nigdy z nimi nie rozmawiała. Zdjęła buty i włożyła je sobie do ręki. Przeszła kawałek po piasku i weszła po kostki do wody. Morze było ciepłe. Przez cały dzień się nagrzało od słońca, więc pod wieczór było najcieplejsze.
Miała ogromne szczęście. Była bogata, miała rodzeństwo, wspaniałych rodziców, którzy starali się być najlepsi w swoim fachu a jednocześnie wychować swoje dzieci na dobrych ludzi. W dodatku mieszkała blisko morza, gdzie było tak wiele natury, takiej prawdziwej, jaką ona kochała. Nigdy nie czuła się taka szczęśliwa. Po raz pierwszy spojrzała na to wszystko z tej strony.
Słońce chyliło się ku zachodowi, a ona rozglądała się na boki. Przeszła jeszcze kawałek i usiadła na kamieniach w swoim ulubionym miejscu. Płaskie kamienie dawały jej oparcie, nie groziło jej skaleczenie, a jednocześnie mogła obserwować wszystko, co się dzieje na plaży. Trochę przed nią siedziała grupka młodych osób w zróżnicowanym wieku. Byli o rok starsi, dwa lata młodsi od niej. Siedzieli w kręgu i w coś grali. Hałasowali przy tym, ale co się dziwić.
Savi wstała ze skałek i wspięła się wyżej, aby móc zobaczyć czy ktoś kręci się po molo. Na ławeczkach siedziało kilka osób i para zakochanych. Po chwili wstali, objęli się i poszli w stronę plaży rozmawiając przy tym wesoło. Savi już miała schodzić, gdy przez przypadek zapatrzona na zachód słońca włożyła nogę między skałki i próbując ją wyciągnąć przetarła sobie kostkę. Krew posączyła się strumykiem zostawiając ślady na skalę. Dziewczyna nachyliła się i opuszkiem ręki starła krew, po czym poszła w stronę molo.
Kiedy tak szła ktoś przebiegną koło niej i zatrzymał się centralnie przed nią zasłaniając jej drogę. Była to dziewczyna na oko rok starsza od niej. Po chwili dołączył do niej odrobinę wyższy chłopak. Miał z metr siedemdziesiąt wzrostu. Dziewczyna o długich do pasa blond włosach związanych w zwykłego kucyka wyciągnęła rękę i podeszła do Savi.
-Jestem Sara – powiedziała – chciałabym ci zadać kilka pytać.
-Savi- odparła podając dłoń. Sara miała pomalowane paznokcie na zielono w białe paski, co pasowało do jej stroju. Miała białe spodenki i jasną zieloną podkoszulkę na ramiączkach. Była na boso, jak prawie każdy na plaży.
-Wiemy – Odparł chłopak – Dawid jestem- Pomachał ręką, przedstawiając się.
-Skąd? – Spytała Savi – Przecież pierwszy raz się spotykamy.
-Tak, ale chodzimy razem do szkoły. Masz siostrę Klarę i często przychodzimy do was na imprezy. Widzieliśmy cię kiedyś jak szłaś po picie, a później wróciłaś do pokoju. Klara nam powiedziała, kim jesteś – powiedział chłopak.
Savi na znak tego, że zrozumiała pokiwała głową i rozejrzała się.
- A więc… - poczęła, Sara – Mamy za zadanie zadać ci kilka pytań. Znaczy się ja mam.
-Zaczynaj- Powiedziała Savi.
-Masz chłopaka? – Spytała i wybuchnęła śmiechem.
-Muszę odpowiadać? – Spytała Savi.
Savi założyła rękę za rękę opierając je na brzuchu.
-Musisz- Powiedział Dawid.
-Nie mam. Dużo tych pytań ma być?
-Jeszcze dwa- odparła dziewczyna.
-Następne – pośpieszył Dawid.
-To pytanie może ci się wydać dziwne, ale uwierz to dla twojego dobra. Masz przy sobie coś cennego, czego nie chcesz stracić? – Rzuciła szybko Sara i spuściła wzrok.
-Że, co? Po co wam to wiedzieć? – Uniosła zaskoczona brwi.
-Zobaczysz za chwile. Nie dramatyzuj. Odpowiedz – powiedział chłopak.
-Poza telefonem nic. – Powiedziała Savi.
-Dobra i ostatnie pytanie – powiedziała Sara i wymieniła spojrzenie z Dawidem.
-Poczekaj, poczekaj. Jeśli będzie takie pokręcone jak ostatnie to zapomnijcie, że odpowiem. I w ogóle, dlaczego akurat mnie dręczycie tymi pytaniami, co? Nie możecie iść, do kogo innego?
-Nie. Ty jesteś wyjątkowa- Uśmiechnął się Dawid.
-Czy nie obrazisz się, jeśli wrzucimy cię do wody? – Spytała szybko Sara a Dawid w tym czasie złapał ją z tyłu za ręce.
-Że, co? Nie…- Sara wyciągnęła jej ze spodni telefon, a chłopak zajął się resztą. Savi zaczęła piszczeć i próbowała się wyrwać z uścisku chłopaka. Wszyscy obecni przy tym na plaży skupili wzrok na nich.
-Puszczaaaj! –Wrzeszczała Savi. – Nie zgadzam się. – Dawid wziął ją na ręce wszedł do wody i puścił, a ona zamiast zlecieć chwyciła się nogami jego bioder a rękami szyi i nie chciała puścić. Więc on nachylił się, a ona stanęła w wodzie na nogi i go przewróciła, po czym zaczęła się śmiać. Chłopak zrobił nadąsaną minę, a zaraz po tym pociągnął ją za rękę i ją przewrócił. Savi nie przestawała się śmiać. Do niej dołączyli Dawid i Sara oraz cała reszta osób siedzących w kręgu.
-Oooł. – Powiedziała Savi, po czym wybiegła z wody skacząc na jednej nodze a trzymając się za kostkę u drugiej – Ałć, Ałć, Ałć, zapomniałam, że mam świeżą ranę.
Jakiś chłopak wyszedł z kręgu paczki Dawida, a Dawid wyszedł z wody i przybił sztamę.
-Świetna robota stary. – Chłopak powiedział do Dawida.
-Dzięki, Sory za to, że cię wrzuciłem, ale takie miałem zadanie – zwrócił się do niej.
-Jasne. – Odparła wyciskając wodę z podkoszulki.
-To jest Ryan. – Pokazał na chłopaka. – On mi kazał. – Uśmiechnął się szeroko, po czym wymienił spojrzenia z Ryanem.
- Chcesz do nas dołączyć? Gramy w 55. Wiesz przy takiej liczbie osób 33 będzie za małą cyfrą – Powiedziała Sara i zaśmiała się.
-Nie, dzięki. Przejdę się i wrócę do domu. Mogę odzyskać telefon? – Powiedziała wyciągając rękę.
-A tak, jasne – wyciągnęła go z kieszeni i podała Savi, która wzięła go i nachyliła się by podnieść sandały, które wyrzucił je wcześniej Dawid łapiąc ją za ręce.
Pożegnała się ze wszystkimi i poszła w stronę molo. Telefonu nie miała gdzie schować, więc niosła go w ręce i w odruchu spojrzała, która godzina. Osiem po siódmej. Teraz pewnie Klara wywaliła wszystkich z domu, ale Savi nie miała ochoty wracać. Poczeka do wpół do. Akurat wyschnie i wtedy pójdzie powoli w stronę domu. Jej siostra już trochę posprząta, a Savi będzie miała mniej roboty. Mimo tego, że były w jednym wieku wszyscy traktowali Klarę jak młodszą siostrę. Każdy dawał jej do zrozumienia, że zawsze tak będzie. Bo niby Savi jest bardziej odpowiedzialna. I z tym się akurat zgadzała. Kiedy była kilka budynków od domu usiadła na krawężniku i rozglądała się dookoła. Okolica pełna była bogatych domów. Po przeciwnej stronie ulicy mieszkały dwie osoby w wieku Savi. Znała je z widzenia, ale nie rozmawiała z nimi nigdy. Nagle minęła ją wesoła dziewczyna w grupce chłopaków. Savi stwierdziła, że powinna już wracać.
Kiedy weszła do domu zastała Klarę zbierającą kubki po napojach. Savi podeszła do drzwi swojego pokoju, chcąc się przebrać z prawie już suchych ciuchów i sięgnęła do kieszeni po kluczyk. Z przerażeniem przeszukała wszystkie kieszenie i stwierdziła, że nie może go znaleźć. Czy to możliwe, że wypadł jej z kieszeni, kiedy Dawid niósł ją na rękach? Czy może, kiedy wrzucał do morza? Jedno było pewne. Kluczyk przepadł.
Nagle przypomniała sobie, że w swoim pokoju w szufladzie ma zapasowy. Obeszła dom i podeszła pod okno swojego pokoju. Na szczęście zostawiła je otwarte, aby przewietrzyć pokój. Oparła ręce na parapecie i przeskoczyła go wpadając do pokoju. Szybko podeszła do szuflady wyciągając kluczyk. Zamaszystym krokiem podeszła do drzwi i z ulgą przekręciła kluczykiem zamek. Następnie z powrotem włożyła go do szuflady i przebrała się. Rozplotła warkocza, przeczesała suche włosy i wyszła pomóc w sprzątaniu siostrze. W poniedziałek miało być oficjalne zakończenie szkoły i rozpoczęcie wakacji. Za bardzo ją to nie cieszyło, bo jej pasją była nauka. Mimo wolnego czasu i tak będzie siedziała przy książkach.
-Działo się coś ciekawego, kiedy mnie nie było? – Zapytała Savi obojętnie.
-Poza tym, że przyszedł chłopak Maddie i zrobił dziką awanturę o to, że go zdradza to nic.- Odparła Klara.
-Co? Mi mówiła, że nie ma już chłopaka.
-Typowa Maddie. Zawsze oszukuje. Ale mi mówi wszystko.
-Tak, tak wiem.
Nim posprzątały było już ciemno. Mama dziewczynek wróciła wieczorem z zakupami, wiedząc, że lodówka świeci pustkami jak zawsze po jej powrocie. Dziewczynki już spały. Wypakowała zakupy i poszła do sypialni zdziwiona, że nie zastała męża. Zwykle o tej porze już dawno był w domu. Dobiegała trzecia. Wybrała, więc jego numer i po czwartym sygnale odezwał się znajomy głos.
-Co się dzieje? – Zapytał Jon.
-Czemu cię jeszcze nie ma?
-Hm? – Po chwili milczenia usłyszała odpowiedź. – Już tak późno? Musiałem zasnąć na chwile. Musze poukładać papiery. Najwyżej zdrzemnę się tu na kanapie.
-Nie będzie cię? Nie możesz przyjechać? – Zapytała Sofie.
-A coś się stało? – Odparł podenerwowany.
- No nie, ale spędzamy tak mało czasu razem. Tęsknie za tobą.
-Wiem ja też. Ale nie ma sensu, żebym się wracał do domu na godzinę czy dwie, jak za chwilę będę musiał wracać do sądu.
-Jak uważasz. Dobranoc. – Odpowiedziała i rozłączyła się.
Koniec części I
W komentarzach możecie pisać jak wam sie podoba, co mogę zmienić dodać...jak macie jakieś pomysły na ciąg dalszy i jak to rozwinąć to ja chętnie poczytam. Nelly
  • awatar Gość: świetne , czekam na dalszą część
  • awatar Marna dusza. ♠: Ładne. :D
  • awatar t h i e r r y: Świetne jest:-) Ja nie mam uwag, piszesz bardzo ciekawie, Nelly, więc chętnie zobaczę jak ty to rozwiniesz:-) Dodaje do obserwowanych i z niecierpliwością czekam na więcej:D A tak swoją drogą... Dawid piękne imię..;>
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Nazywam się Cassie i chciałabym wam opowiedzieć swoją historię.

Mam 17lat,urodziłam się w Londynie 1996 roku,a dokładniej 2 czerwca. Moja matka z pochodzenia jest Polką,ale dla mojego ojca wyprowadziła się ze swojego kraju. Można powiedzieć że jesteśmy zwyczajną rodziną jakich pełno w Londynie. Mieszkamy w 2 piętrowym domu z basenem. Mam 19 letniego brata Matta. Większość moich znajomych mówi że jestem typową,angielską pięknością. Długie i proste blond włosy,duże niebieskie oczy. Mierzę 172 cm wzrostu,mam długie nogi. Moja karnacja jest bardzo jasna mimo dużej dawki słońca jaka tutaj panuje. Jestem typową córeczką tatusia,który posiada dużą firmę i kupę forsy. W wieku 16 lat na urodziny dostałam własne auto, które zdołałam już rozbić podczas jazdy pod wpływem alkoholu. W liceum byłam cheerleaderką, a moim chłopakiem był Josh – kapitan drużyny futbolowej. Można by powiedzieć że miałam życie idealne,żyć i nie umierać. Dużo imprezowałam,nawet przekraczało to pewne granice. Alkohol,marihuana. Z czasem z lekkich narkotyków przeszłam do kokainy,amfetaminy. Moja szkoła, a dokładniej Lakewood High School zaczęła się mną interesować. Często bowiem na lekcjach byłam nieprzytomna lub na kacu. Raz zdarzyło mi się przyjść nawet pijana po 2 dniowej domówce. Może się wam wydawać ta historia zwykła,banalna jakich czytaliście pełno. Typowa ćpunka,która nie stoczyła się na dno dzięki bogatej rodzinie. Uwierzcie, osiągnęłam dno wcześniej niż moglibyście pomyśleć.

Z kapitanki cheerleaderek stałam się miejscową dilerką. Znałam takich ludzi,których samotne dziewczyny nocą unikają szerokim łukiem. Niektórzy mówili że przyłączyłam się do jakieś mafii ale to tylko pogłoski. Każdy wiedział że u mnie można kupić najlepszy towar za najniższą cenę. Byłam obecna na każdych większych imprezach, gdzie można było dobrze się zabawić. W szkole bywałam naprawdę rzadko, z czasem już w ogóle tam nie przychodziłam. Mimo łapówek i próśb mego ojca zostałam wydalona ze szkoły. Moi rodzicie nie mogli się z tym pogodzić,że ich mała córeczka została osiedlową dilerką. Po wielu prośbach,wizytach u psychologa,szlabanach w końcu umieścili mnie w ośrodku dla osób uzależnionych. To właśnie tutaj poznałam Sama który odmienił mnie,moje życie.

Sam miał 25lat,wysoki brunet o czarnych oczach. Był terapeutą w ośrodku gdzie mnie umieścili. Był typowym ideałem dla kobiety – dużo zarabiał,wysoki,umięśniony,przystojny,bez uzależnień i przede wszystkim wolny. Pewnie większości ośrodek kojarzy się z miejscem i ludźmi których należy unikać. Ale całkowicie szczerze powiem wam że poznałam tam więcej ludzi szczerych i przyjaznych niż gdziekolwiek indziej. Dużo dziewczyn z ośrodka było zadurzonych w seksownym terapeucie. Na początku wydawało mi się to głupie,przecież takich facetów pełno. Pierwsza sesja,druga sesja a potem dwudziesta. Po wielu godzinnych rozmowach z nim zrozumiałam te wszystkie dziewczyny zakochane w nim po uszy. On miał w sobie to COŚ co sprawia że kobietom miękną kolana. Zawsze potrafił cię wysłuchać,nigdy nie krytykował. Te jego łagodne rysy twarzy, a zarazem takie męskie..Można by patrzeć na nie godzinami. Mimo tego co mu opowiadałam,najbardziej mroczne i obrzydliwe sekrety ze swojego życia nigdy mnie nie potępił. Widział we mnie kogoś,kogo ja nie potrafiłam zobaczyć. Wierzył we mnie, całym sercem. Nie dlatego że musiał,ponieważ była to jego praca. On przypominał mi takie duże dziecko,które jest pełne wiary i nadziei dla innych. Zawsze gotowy pomóc. Byłam w ośrodku już ponad 3 miesiące a moi rodzice nigdy mnie nie przyszli odwiedzić. Może czuli żal i złość że przyniosłam złą sławę rodzinie? Osobą z zewnątrz,która zawsze mnie odwiedzała i nie zapomniała o mnie był mój brat. Po całym tym incydencie bardzo wydoroślał,może zrozumiał że świat nie jest taki idealny. Podczas jednej z wizyt wyznał mi że został ojcem,ale nie zamierza uciekać. Byłam z niego taka dumna, wiedziałam że będzie dobrym ojcem. A mnie rozpierała duma że zostałam ciocią malutkiej Susan,której zdjęcie wisiało w moim pokoju. Wiele dziewczyn z ośrodka zachwycało się małą,ale wraz z tą wiadomością legły marzenia mojej przyjaciółki Amy która zadurzyła się w moim bracie. Ale bez wątpienia każda z nas była zakochana w ślicznej Susan. Mogłoby się wydawać że wszystko szło tak pięknie,bez komplikacji. Nic bardziej mylnego. Dwa pierwsze miesiące były najgorsze. Byłam na głodzie narkotykowym. Byłam chodzącą bombą,która w każdej chwili mogła wybuchnąć. Każde słowo,każdy ruch mogły spowodować mój wybuch złości. Był okres w moim życiu,kiedy nienawidziłam wszystkich i każdego. Byłam gotowa do ucieczki,przekupstwa za chociaż jedną kreskę amfetaminy. Ale zawsze był przy mnie Sam,kochany Sam. Pamiętam pewną wieczorną rozmowę z Lily.

- Cassie jak to ci się udało?
- Lily o czym ty mówisz? Co mi się udało? Bo nie rozumiem.
- Nie udawaj głupiej,każda dziewczyna z ośrodka o tym mówi. Widać że Sam się w tobie zakochał,mówię poważnie. Jestem w tym ośrodku od ponad 6 miesięcy,przewinęło się tutaj tyle naprawdę ślicznych dziewczyn i nic. A tobie się udało,zdobyłaś go.
- Lily głuptasie, on nic do mnie nie czuje a ja nic do niego. Nie wiem co wam się wydaje,ale to nie jest prawdziwe. Jest cały wasz, a teraz dobranoc. Rano trzeba wcześnie wstać.
- Dobranoc Cass, miłych snów z terapeutą.

To właśnie wtedy Lily uderzyłam po raz pierwszy poduszką,rozpętała się wtedy ogromna walka na poduszki,którą wygrałam. Ale tamta noc była również tą,gdzie po raz pierwszy skłamałam na temat Sama. Już wtedy byłam w nim zadurzona, a informacja o tym że być może on również czuje coś do mnie działała na mnie jak pobudzający narkotyk. Musiał być mój,cały tylko dla mnie.


KONIEC CZĘŚCI 1

Do osób które będą to czytać: Jest to zwykła amatorszczyzna,którą pisze dla siebie,a zamieszczam to tutaj bo jestem ciekawa waszej opinii. Podczas komentowania możecie mi mówić co robię źle, w końcu po to jest ten blog - by każdy mógł wyrazić swoją opinię. Mam nadzieję że was zainteresowałam częścią 1.

Do napisania: Invisiblle
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›